<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7601151863307755653</id><updated>2012-02-16T23:59:00.396+01:00</updated><title type='text'>Nana x Hachi</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://nana-x-hachi-yuri.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7601151863307755653/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nana-x-hachi-yuri.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Raven_Uchiha</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05446459197591522178</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_Do6SjbdX36Y/TFheFyXak2I/AAAAAAAAAB4/e5SWC45gL5Q/S220/Raven+Uchiha+(huh).bmp'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>6</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7601151863307755653.post-1292769556384866444</id><published>2011-02-19T22:01:00.000+01:00</published><updated>2011-02-19T22:01:19.045+01:00</updated><title type='text'>Rozdział 6</title><content type='html'>Dźwięk pukania na kilka sekund ucichł, pozostawiając krótką przerwę emanującą ciszą, następnie dźwięk się powtórzył. Dwie Nany w chwilę potem otrząsnęły się ze zdziwienia, jakim było pojawienie się nieoczekiwanego przybysza, a potem jedna z nich, szatynka wesoło podbiegła do drzwi z myślą, że to zapewne sąsiedzi przyszli się przywitać z nowymi mieszkańcami budynku. Nacisnęła klamkę, by powoli otworzyć gościowi. Czarnowłosa Nana cały czas stała gdzieś z boku, oparłszy się o ścianę i przyglądając czynnościom przyjaciółki. I jakież było jej zaskoczenie, gdy w drzwiach ujrzała mężczyznę w eleganckim, ciemnym garniturze, mającym na oczach okulary przeciwsłoneczne, dymiącego papierosa pomiędzy wargami i z pobłyskującą w świetle nagą skórą głowy. Patrzała w zdziwieniu na ów postać, gdy tymczasem Nana szatynka już zapraszała go do środka i przepraszała za ten chwilowy stan mieszkania, w końcu musiały go dopiero umeblować i w ogóle. Mężczyzna uśmiechał się do wesołej i trochę roztrzepanej dziewczyny, ale bardzo sympatycznej. Gdy ta zapytała, co prawda trochę bezmyślnie, pod jakim numerem mieszka, ten zaśmiał się, potem wyciągnął papierosa i rzekł:&lt;br /&gt;-Nie mieszkam tutaj. - powiedział. - Przyjechałem zobaczyć się z Naną. - dodał, wyjaśniając tymi słowy powód swej jakże niespodziewanej obecności. Tymczasem czarnowłosa dopiero dosłyszawszy swe imię, zbudziła się z zamyślenia i przekierowała wzrok na rozmawiającą dwójkę. Podeszła do nich w końcu, uśmiechając się swymi krwistoczerwonymi wargami. Gdy przyglądała się Nanie, myślała, że wybuchnie zaraz śmiechem. Pewnie gdyby szatynka mogła wywołać taki odruch, wyskoczyłyby jej gałki oczne z orbit z osłupienia. Mogłaby się również założyć, że myśli, iż Yasu – ów mężczyzna – jest jej chłopakiem. Te myśli ją najbardziej rozweseliły, powodując tym większy uśmiech na twarzy. Będąc już obok nich, przedstawiła spokojnie ich sobie nawzajem. Wystarczyło krótkie „Nana, to jest Yasu... Yasu to Nana”. Widziała po oczach mężczyzny, że nie mógł posiąść się ze zdziwienia, że obie mają tak samo na imię i na dodatek są w takim samym wieku, ale nie okazywał tego zbytnio na zewnątrz.&lt;br /&gt;-Yasu, miałyśmy właśnie iść na zakupy, kupić kilka potrzebnych pierdół. Idziesz z nami nam pomóc, czy zostajesz? - spytała z szerokim uśmiechem i kierując się w stronę swej skórzanej kurtki, którą po pochwyceniu założyła na siebie.&lt;br /&gt;-Ależ Nana! Nie powinnyśmy tak robić. Ktoś powinien zostać z Yasu-kun tutaj, nasz gość nie powinien nam pomagać. - powiedziała Nana szatynka, spoglądając to na śmiejącego się Yasu, to na drugą dziewczynę.&lt;br /&gt;-Spokojnie, pójdę z wami. Nana ma rację i tak nic tutaj nie zrobimy, jeśli niczego nie ma. - rzekł mężczyzna. Popatrzył się zza okularów na czarnowłosą. - Nana, czy załatwiłyście już wszystkie sprawy z gazem itd? - spytał, w końcu jeśli już jest tutaj, może wspomóc ją w różnych czynnościach.&lt;br /&gt;-Cholera! Zapomniałam o tym całkowicie. Trzeba jak najszybciej to zrobić, bo będziemy się się kąpać w zimnej wodzie i jeść zimne żarcie. - powiedziała dziewczyna, uderzywszy się lekko otwartą dłonią w czoło.&lt;br /&gt;-Zrobimy to, jak wrócimy. Teraz potrzebne nam są przedmioty, bez których nie przeżyjemy. - oznajmiła słodka Nana, nie chcąc stracić całego dnia na zbędne gadanie. Jeśli już miały iść z Yasu, to przynajmniej powinny uwinąć się szybko, ażeby potem ugościć go w i tak jeszcze skromnych progach. &lt;br /&gt;Tak więc wspólnie we trójkę udali się na miasto, aby zakupić wszelakie potrzebne rzeczy domowego użytku i do początkowego umeblowania mieszkania. Jasnowłosa już po kilkunastu minutach od wyjścia zdołała wyniuchać na oko dobry sklep z przystępnymi cenami, ale z używanym sprzętem. Tam też weszli, aby rozejrzeć się po lokalu. Yasu i Nana spokojnie przechadzali się w milczeniu oglądając towary, gdy tymczasem szatynka chodziła w te i we wte, nie mogąc się napatrzeć na przeróżnej maści przedmioty. Cudowny wręcz i uroczy sklepik. Pewnie zwita tutaj jeszcze z kilka razy. Zatrzymała się dopiero wtedy, gdy pracownik spytał się, czy w czymś pomóc. I on również był tak samo superowy jak cały sklepik. Jak się dowiedziała w czasie rozmowy z nim, miał na imię Mizukoshi. Dwie Nany wspólnie powybierały kilka rzeczy, a gdy potem już mieli wychodzić, jasnowłosa dała długowłosemu mężczyźnie swoje CV i cóż... Została zatrudniona natychmiastowo. Jak się wywiązało z dalszych wydarzeń, Mizukoshi miał dostarczyć zakupy do ich domu. Same niezbyt by sobie poradziły. Następnym ich krokiem było zakupienie jakichś łóżek, aby mogły już wygodnie sypiać i nie martwić się tym. Wiedziały, że pierwsze wydatki zawsze są największe, ale odwiedziwszy inny sklep, wysokie ceny zamigotały im przed oczyma i po pobieżnym przejściu przez sklep, wróciły do lokalu Mizukoshiego i załatwiły jeszcze sprawę z łóżkami. Pozostało im jedynie zakupić jedzenie na dzisiaj i inne mniejsze potrzebne towary. Tak minęła im połowa dnia. &lt;br /&gt;Drzwi do mieszkania 707 otworzyły się, po skrzypnięciu w zamku, a następnie do środka weszły trzy osoby. Dwie Nany i Yasu im towarzyszący. Za oknem powoli zaczynało się ściemniać i gdyby podejść bliżej szyby, dałoby się ujrzeć pomarańczowe, idące ku linii horyzontu słońce na mieniącym się różnymi kolorami niebie. Doprawdy, cudowny widok. Tym jednak nikt z obecnych nie miał czasu się zajmować. W pewnym momencie, niespodziewanie dało się usłyszeć cichą melodię.&lt;br /&gt;-To mój! - oznajmiła energicznie jasnowłosa i poczęła grzebać w swojej torebce w poszukiwaniu komórki, która uparcie cały czas dzwoniła. Już mogła się domyślać, że będzie to jej chłopak – Shouji. - Jest! - zakrzyknęła, błyskawicznym ruchem wyjmując urządzenie i jednocześnie wciskając przycisk, aby odeprać połączenie. Tak jak się domyślała, był to jej chłopak. Chciał ją zaprosić na wspólne wyjście i wizytę u Jacksona, gdzie mogliby razem coś przekąsić. Bez wahania się zgodziła, a rozłączywszy się, popatrzyła się po rozmawiających razem Yasu i Nanę. &lt;br /&gt;-Przepraszam, Shouji chciałby się ze mną zobaczyć. Poradzicie sobie beze mnie? - zapytała szatynka z lekkim uśmiechem na twarzy, nie chciała tak po prostu ich zostawić, dlatego pytała. Ale z drugiej strony... Kim był Yasu dla Nany? Nie wiedziała, ale jeśli coś między nimi było to już wiedziała co będą robić. Potrząsnęła energicznie głową, wyrzucając tym samym te myśli z głowy i ponownie się uśmiechnęła, szerzej niż wcześniej, oczekując odpowiedzi.&lt;br /&gt;-Damy radę... Przy okazji załatwimy sprawę z ogrzewaniem, a ty możesz iść spokojnie spotkać się z chłopakiem. - rzekła czarnowłosa, posyłając jej swój krwistoczerwony uśmiech.&lt;br /&gt;-Ale na pewno? - spytała trochę niepewnym głosem, jednakże wiedziała, że i tak pójdzie z Shoujim, gdyż niesłychanie mocno chciała się z nim zobaczyć.&lt;br /&gt;-Tak. Idź i nie martw się. - powiedziała, odprowadzając przyjaciółkę do drzwi. Ta tymczasem, kiedy były już przy wyjściu, pociągnęła ją do siebie i zaczęła coś cicho mówić.&lt;br /&gt;-Tylko nie róbcie TEGO na podłodze! Mówię ci, to nie najlepszy pomysł! - czarnowłosa omal by nie wybuchła śmiechem, co by usłyszał Yasu, nawet zza drzwi.  Wywróciła oczyma, uśmiechając się pod nosem. A potem odparła:&lt;br /&gt;-Yasu nie jest moim chłopakiem. To przyjaciel. &lt;br /&gt;-Jak to? Przecież jest taki opiekuńczy. - szepnęła ze zdziwieniem w głosie, pewnie nie spodziewała się takiej odpowiedzi.&lt;br /&gt;-On tak się zachowuje w stosunku do wszystkich. Jest dla mnie jak brat. Idź, bo się spóźnisz do swojego kochanka. - rzekła i wyszczerzyła w uśmiechu zęby, a potem zamknęła drzwi, gdy Nana, a właściwie Hachiko, jak nazwała ją podczas wyprawy do miasta, zniknęła na schodach. Podeszła do Yasu z jednym ze swych dziwnych uśmieszków na twarzy, mężczyzna od razu spytał:&lt;br /&gt;-Coś ty jej tam opowiadała? - zaśmiał się i wyciągnął papierosa z paczki, by go zapalić.&lt;br /&gt;-Mniejsza. To teraz zaczynamy wydzwaniać. Trzeba to szybko załatwić, nie zamierzam kąpać się w lodowatej wodzie. Jeszcze stracę swój głos i będzie! - czarnowłosa zaśmiała się i wyjęła swojego własnego papierosa. No cóż, nie przepadała za Black Stonsami, uważała, że mają dziwny aromat, on jej właśnie nie pasował. Czasami jednak lubiła je zapalić, ale to działo się rzadko. &lt;br /&gt;Wkrótce skończyli załatwiać z Yasu najważniejsze sprawy. Jedynym co teraz zostało do zrobienia to poczekanie na przywiezienie przez Mizukoshiego ich zakupów. Czas oczekiwania minął im na rozmowie i piciu piwa. Nic nadzwyczajnego. Gdy nadeszła godzina, kiedy Mizukoshi miał skończyć pracę, przyjechał niemalże punktualnie, jak sam powiedział. Miły był z niego facet, pomógł im nawet wnieść wszystko do środka i rozstawić po mieszkaniu. Ciężka praca się opłaciła, w pomieszczeniach nie było już tak pusto, jak za dnia. Hachiko będzie zadowolona, jak wróci – to wiedziała na pewno. I nagle odezwał się Yasu:&lt;br /&gt;-Ja już się będę zbierał, Nana. &lt;br /&gt;-Gdzie? Jutro chyba nie masz roboty. Myślałam, że zostaniesz. - powiedziała z deka zdziwiona.&lt;br /&gt;-Prawda, nie mam. Wynająłem sobie pokój w hotelu, a jutro rano wyjeżdżam do Meguro. Nie chciałbym wam tutaj przeszkadzać. Poza tym i tak byłoby niewygodnie. - łysek westchnął i uśmiechnął się z papierosem w ustach.&lt;br /&gt;-No w porządku, w porządku. - zgodziła się trochę niechętnie Nana i zaczesała lekko swe czarne kosmyki do tyłu, patrząc ciemnymi oczyma na Yasushiego. Zgasiła kończącego się papierosa w popielniczce, leżącej na parapecie, gdy mężczyzna już szedł w kierunku drzwi. Odwrócił się jeszcze na moment do niej.&lt;br /&gt;-Jeśli będziesz czegoś potrzebować oprócz swoich rzeczy, to wystarczy się skontaktować. Powodzenia, Nana. - i wyszedł, biorąc do ręki swoją walizkę. Odprowadziła go jeszcze wzrokiem, a potem zamknęła drzwi i westchnęła głęboko i może nawet trochę smutno. Tak... Znów było jej szkoda, że nie mogą tu, w Tokio wszyscy tworzyć zespołu. Bez nich nie będzie tak samo. Wzięła koc, który już ułożyła na swoim łóżku i usiadła na pod oknem, owijając się nim, tak, by było jej cieplej. Zamyśliła się tak, że zdawać by się mogło, iż nie zwraca na nic uwagi. I tak w rzeczywistości było, pochłonięta została w czeluście swego własnego umysłu, który oplótł ją ramionami wszelakiej maści rozmyślaniami. Teraz jej jedynym poruszeniem było wzięcie papierosa pomiędzy zgrabne palce i zapalenie go zapalniczką trzymaną w drugiej dłoni. Zaciągnęła się powoli  dymem, a potem równie spokojnie wypuściła powietrze z ust razem z szarawymi obłokami, które rozeszły się po pomieszczeniu kuchnio-jadalni, aż całkowicie zniknęły. Owinęła się szczelniej kocem i powtarzała co jakiś czas ów czynność do momentu, gdy jej umysł się odprężył i kiedy mogła już zgasić wypalającego się papierosa w popielniczce, cały czas znajdującej się na parapecie, który akurat znajdował się nad nią, więc z łatwością tam sięgnęła wolną ręką i wykonała czynność.  Potem spokojniejsza już, oparła się wygodniej o ścianę i przymknęła oczy, w jej głowie rozbrzmiewały spokojniejsze myśli, które sobą doprowadziły do tego, że wkrótce przysnęła. Głowa  przechyliła się w kierunku jednego ze smukłych ramion i tak pozostała do czasu, gdy opanował ją mocniejszy sen i przez to zsunęła się na podłogę, opatulona nadal kocem, który częściowo ułożył się jej pod głową, jakby wiedział, że tego sobie życzy jej sen. Wyglądała tak spokojnie podczas snu, przymknięte, pomalowane oczy o długich rzęsach, lekko rozchylone usta, rozrzucone, krótkie włosy, lekko opadające na jej czoło oraz koc i odsłonięty tatuaż na ramieniu, przedstawiający kwiat lotosu...&lt;br /&gt;Po jakimś czasie klamka u drzwi poruszyła się, a one same otworzyły się bezgłośnie, wpuszczając z lekka zimniejsze powietrze do środka, przybyłe razem z szatynką, trzymającą w ręku pachnące, papierowe opakowanie i z torebką zawieszoną przez przeciwne ramię. Zamknęła za sobą równie bezszelestnie drzwi, tak jak je otwierała, kiedy ujrzała śpiącą na podłodze - pomimo że wszystko już dawno zostało przywiezione i poustawiane – przyjaciółkę, która cicho oddychała, leżąc zawinięta w jeden z koców, które zakupiły. Jak dobrze, że podłoga w mieszkaniu nie skrzypiała. Spokojnie ściągnęła buty i na paluszkach poszła w kierunku szafek kuchennych, na których postawiła papierowe opakowanie, w których znajdował się hamburger z Jacksona. Nana zapewne musiała być głodna, więc zje sobie, jak się obudzi. Następnym jej krokiem, było podejście do dziewczyny i przyjrzenie się jej uważnie. Spokojna twarz w śnie niemąconym przez jakikolwiek koszmar. Zlustrowała jej całą postać, szczególnie zatrzymując wzrok na tatuażu widniejącym na ramieniu czarnowłosej. Przedtem go nie dostrzegła... Może była zbyt pochłonięta innymi ważnymi sprawami. Nie mogąc się wprost powstrzymać, przejechała końcem palca po płatkach wyrytego w skórze kwiatu. Szybko cofnęła jednak rękę, zdając sobie sprawę, że nie powinna tego robić, zwłaszcza, że dziewczyna smacznie śpi, a mogłaby ją tym obudzić. Na szczęście tak się nie stało i dalej spała. Szatyna uśmiechnęła się sama do siebie, nadając swej twarzy ten niepowtarzalny urok. Było późno, fakt, że była zmęczona, nie zawładnął nią i trwała, siedząc na podłodze przy swej przyjaciółce i wpatrując się w nią z ciekawością, jakby tylko ona była godna uwagi. W końcu nadeszła już naprawdę późna godzina, a ona nie chciała jej tak zostawiać i iść do swojego wygodnego łóżka, gdzie wyspałaby się na pewno lepiej niż tutaj Nana. Wstała więc i do siebie poszła jedynie po swój własny koc, po czym wróciła na dawne miejsce i usiadła tak samo jak przedtem, jednak po krótkiej chwili powieki jej same, bez udziału jej własnej woli, zaczęły się zamykać, niby będąc tak ciężkie, że nie mogły się utrzymać otwarte. I tak przysnęła, owinięta w koc i osunęła się na podłogę, blisko czarnowłosej, tak, iż mogła czuć jej ciepło gdzieś w pobliżu siebie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7601151863307755653-1292769556384866444?l=nana-x-hachi-yuri.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nana-x-hachi-yuri.blogspot.com/feeds/1292769556384866444/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nana-x-hachi-yuri.blogspot.com/2011/02/rozdzia-6.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7601151863307755653/posts/default/1292769556384866444'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7601151863307755653/posts/default/1292769556384866444'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nana-x-hachi-yuri.blogspot.com/2011/02/rozdzia-6.html' title='Rozdział 6'/><author><name>Raven_Uchiha</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05446459197591522178</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_Do6SjbdX36Y/TFheFyXak2I/AAAAAAAAAB4/e5SWC45gL5Q/S220/Raven+Uchiha+(huh).bmp'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7601151863307755653.post-9128246555365590651</id><published>2010-12-04T23:54:00.001+01:00</published><updated>2010-12-05T00:02:18.160+01:00</updated><title type='text'>Rozdział 5</title><content type='html'>Nadszedł kolejny dzień. Choć trudno tu mówić jeszcze o dniu, ponieważ na zewnątrz było jeszcze dość ciemno. Pora była naprawdę wczesna. Czarnowłosa dziewczyna zrzuciła z siebie gwałtownie pomiętą kołdrę i lekko przetarła powieki, a następnie skierowała wzrok ku górze, a dokładnie na sufit. Już wiedziała co ją zbudziło o tej wczesnej godzinie, to było głośne, długie chrapanie kogoś zajmującego mieszkanie wyżej. A brzmiało to tak, jakby milion pił mechanicznych ścinało w jednym miejscu drzewa i każda z nich byłaby podłączona do głośnika – przynajmniej tak właśnie wydawało się Nanie, która zła wstawała już na nogi. Owo chrapanie rozdzierało ciszę, jaka jeszcze panowała w okolicy. Czarnowłosa westchnęła długo i nie mając nic innego do roboty poszła zrobić sobie śniadanie no i kawę. Musiała jakoś wytrzymać ten dzień i nie zasnąć przypadkowo gdzieś na stojąco. Ta myśl rozbawiła ją nieco i wtedy jej usta, teraz niepomalowane,  wygięły się w delikatnym uśmiechu. Przygotowawszy sobie śniadanie, którym był zwykły jogurt kupiony poprzedniego dnia oraz mocną kawę, usiadła na krześle obok stolika. Najpierw zajęła się jogurtem, a dopiero potem zaczęła upijać łyk za łykiem zrobionej kawy. Od razu poczuła się bardziej rozbudzona, a zatem wstała i lekko przeciągnęła się. Pozostało jej jeszcze pójść wykonać inne poranne czynności tj. umycie się, umalowanie i przebranie. To właśnie postanowiła teraz zrobić. Chwyciła szybkim ruchem ręki przyszykowane poprzedniego dnia ciuchy i szybkim krokiem ruszyła ku drzwiom od łazienki. Tam już tylko wzięła ciepłą kąpiel, a potem ubrała się i wyskoczyła do głównego pokoju. I teraz przyszła jej ochota na bardzo oczywistą rzecz, którą z całą pewnością było zapalenie papierosa. Znalazła już zapalniczkę, którą w nocy położyła na stoliku nocnym, ale za żadne skarby nie mogła znaleźć paczki papierosów.&lt;br /&gt;– Cholera! Gdzie one są? – powiedziała sama do siebie, nie przerywając swych poszukiwań. Sięgnęła dłońmi do kieszeni swej skórzanej kurtki. Tam – jak podejrzewała – znalazła pilnie potrzebne wyroby tytoniowe. Zapaliwszy papierosa, zaciągnąwszy się dymem i wypuściwszy go po chwili spomiędzy warg, od razu się uspokoiła i usiadła na łóżku, chcąc w spokoju wykonać do końca tą czynność.&lt;br /&gt;Tak właśnie minął jej cały poranek, podczas którego tak bardzo oczekiwała chwili zbawiennego wyprowadzenia się z tego przeklętego hotelu i przeprowadzenia się do nowego mieszkania, które miała dzielić z poznaną w pociągu dziewczyną. Ta chwila właśnie nadeszła, a że miała jedynie ze sobą gitarę i papierosy, z dziecinną łatwością i bardzo szybko, mogła wynieść się ze swojego apartamentu. Po trzydziestu minutach zastanawiania się nad czymś i po kilku innych drobnych czynnościach, już wędrowała ulicami stolicy Japonii. Nie chciała jechać autobusem, dlatego wybrała się do swojego nowego domu na pieszo. Na swej drodze mijała wiele nieznanych twarzy, a które z jej postanowieniem, niedługo będą ją rozpoznawać. W końcu miała zostać piosenkarką i mieć zespół równie dobry, nie... Nie RÓWNIE... Lepszy od Trapnest! Tylko pozostawał problem znalezienia dobrych członków zespołu. Zastanawiając się tak nad tym, trochę straciła entuzjazmu z przeprowadzki. Zasmuciło ją to, że musiała pozostawić swoich przyjaciół w rodzinnej miejscowości. Byli wspaniałymi członkami zespołu, ale nie mogła ich tutaj sprowadzić. Każdy miał przyszłość i musiał pozostać na miejscu. Yasu kształcił się na prawnika, Nobu miał odziedziczyć po rodzicach sieć hoteli, co zapewniłoby mu dobrą przyszłość, a basistę... Już dawno stracili. Przestała rozmyślać na te tematy, gdy do myśli wpłynął jej wątek z Renem, dawnym członku ich zespołu, który jakiś czas temu również wyjechał do Tokio, przyjąwszy propozycję od innego zespołu. Westchnęła i rozejrzała się po okolicy, poznała, że już jest niedaleko budynku, w którym ma zamieszkać. Ciekawa była, czy Nana już tam będzie, teraz to zaczęło zaprzątać jej głowę, zablokowała myśli o Renie.&lt;br /&gt;Po jakimś czasie dotarła do owego budynku. Stanęła tuż przed wejściem i uśmiechnęła się sama do siebie, uśmiechem swych krwistoczerwonych warg. Zaraz weszła do środka i zaczęła iść po schodach na górę. Dziwnym zbiegiem okoliczności było to, że mieszkanie miało numer „707”. Dwie siódemki. A jej imię i imię dziewczyny poznanej w pociągu oznaczały liczbę „7”*. To właśnie było niesłychanie dziwne, wszędzie pełno siódemek. Chyba los za mocno drwił sobie z nich, przynajmniej w jej odczuciu. Przy sobie miała już klucze do mieszkania, więc bez trudu dostała się do wnętrza mieszkania, które teraz było niemalże puste. Zamknęła za sobą drzwi i zaczęła przechadzać się jeszcze raz po mieszkaniu, jak to czyniła przed jego zakupem. Westchnęła głęboko, teraz to będzie jej dom, tu będzie mogła spokojnie odpocząć. Pod koniec oględzin pokojów, podeszła do okna w kuchni i wyjrzała przez nie. Kiedy to uczyniła, ujrzała na dole znaną sobie szatynkę.&lt;br /&gt;– Oi~!! (1)– zakrzyknęła, uprzednio szybko otworzywszy okno i wychyliwszy się przez nie. Szatynka słysząc przywitanie gdzieś z góry, przechyliła głowę i spojrzała się w górę na wyższe piętra. Tam spostrzegła czarnowłosą, umalowaną dziewczynę, a wzrok jej na pewno nie mylił.&lt;br /&gt;– NANA! Dzień dobry! - odpowiedziała szybko, wielce uszczęśliwiona, że jej przyjaciółka już była dotarła do ich nowego domu. Bez zastanowienia i dalszego zwlekania wbiegła do środka budynku i zaczęła przeskakiwać po dwa, trzy stopnie, kierując się ku górze na odpowiednie piętro. Gdy tam się znalazła, czarnowłosa Nana już stała u otwartych drzwi, opierając się o ich framugę. Migiem do niej podbiegła i rzuciła się jej na szyję z niepowstrzymanej radości, niemal piszcząc z tego powodu.&lt;br /&gt;Nana uniosła jedną ze swoich czarnych brwi do góry i mruknęła coś do siebie pod nosem.&lt;br /&gt;– No dobra, dobra. Dosyć tych czułości, skarbie. - powiedziała po chwili ze specyficznym tonem tej wypowiedzi, wywracając jednocześnie swymi głęboko czarnymi oczyma, w których widniał nikły blask. Szatynka widocznie nie zważając na ton wypowiedzi, migiem odsunęła się od czarnowłosej i wbiegła do mieszkania, niby udając, że chce obejrzeć wreszcie jego wnętrze, czego wcześniej nie mogła uczynić, jednakże prawdziwy powód był inny, dziwnie się trochę poczuła, gdy Nana powiedziała „skarbie”. Czarnowłosa tymczasem zamknęła za sobą drzwi i odwróciła się w stronę swej współlokatorki z lekkim uśmiechem.&lt;br /&gt;– No to witaj w naszym nowy domu. - rzekła, delikatnie się uśmiechając. Zaraz też skręciła gdzieś w lewo, idąc ku pokojowi, który sobie wcześniej wybrała. – Ten będzie mój, tamtej po prawej będzie należał do ciebie. – oznajmiła szatynce i wzięła gitarę w pokrowcu do ręki i zaniosła do swego nowego pokoju. Słodka Nana miała tymczasem więcej rzeczy przy sobie i zaczęła je taszczyć do pokoju po prawej. Czarnowłosa przyglądała się temu, gdy odstawiła instrument. Po chwili i nasza druga Nana zakończyła swoją czynność i wróciła do głównego pokoju, do kuchni.&lt;br /&gt;– Uroczo tutaj jest! - zakrzyknęła po chwili pod wpływem tych wszystkich emocji, które ją ogarnęły. I radość i zachwyt i cała masa innych, ponadto cieszyła się z tego, że będzie mieszkać z przyjaciółką. No bo przecież ze swoją Juncią nie mogła, gdyż ta mieszkała ze swoim chłopakiem Kyosuke.&lt;br /&gt;– Będziemy musiały iść kupić kilka rzeczy. - powiedziała czarnooka z westchnięciem. Wiele rzeczy było potrzebnych. Lodówka, meble i inne duperele przydające się w życiu codziennym. Do tego jeszcze trzeba będzie zadzwonić, aby podłączyli im gaz i różne takie.&lt;br /&gt;– Masz rację! Musimy jak najszybciej się udać na małe zakupy! - odparła rozentuzjazmowana szatynka, mająca chęć zrobić w tej chwili wszystko naraz. &lt;br /&gt;Kiedy już chciała pobiec do pokoju, aby wziąć portfel i komórkę, ktoś niespodziewanie zapukał do drzwi. Nikogo się nie spodziewały, więc któż to mógł być...?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(1) Oi! – Cześć!&lt;br /&gt;*nana - siedem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;u&gt;Od aut.:&lt;/u&gt;&lt;/b&gt; &lt;i&gt;Gomen ne minna, że taki krótki ten rozdział. Jednakże zbyt wiele czasu nie mam ostatnio, zresztą do tego rozdziału zabierałam się z dwa tygodnie i pierwsze wersje nie za bardzo mi się spodobały. Tak więc dzisiaj napisałam tą wersję i jest w miarę ok! Mam nadzieję, że się spodobało. &lt;3&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7601151863307755653-9128246555365590651?l=nana-x-hachi-yuri.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nana-x-hachi-yuri.blogspot.com/feeds/9128246555365590651/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nana-x-hachi-yuri.blogspot.com/2010/12/rozdzia-5.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7601151863307755653/posts/default/9128246555365590651'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7601151863307755653/posts/default/9128246555365590651'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nana-x-hachi-yuri.blogspot.com/2010/12/rozdzia-5.html' title='Rozdział 5'/><author><name>Raven_Uchiha</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05446459197591522178</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_Do6SjbdX36Y/TFheFyXak2I/AAAAAAAAAB4/e5SWC45gL5Q/S220/Raven+Uchiha+(huh).bmp'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7601151863307755653.post-2355127918924879186</id><published>2010-10-16T22:22:00.000+02:00</published><updated>2010-12-04T22:15:49.389+01:00</updated><title type='text'>Rozdział 4</title><content type='html'>Piękny, stary budynek. Gdy szła tak z panem Andou, wyobrażała sobie, że mieszkanie i okolica będzie straszna i w ogóle, bo przecież tak tanio. A tutaj zdziwiła się i to bardzo. Budynek wprawdzie nie miał windy, tylko same schody, ale położony był w spokojnej okolicy w otoczeniu zieleni. Nanie to odpowiadało, w końcu wychowywała się na wsi, lubiła zieleń, na pewno nie przepadałaby za mieszkaniem w środku miasta, gdzie jeździ pełno samochodów, jest zbyt duży hałas. To nie dla niej. Uśmiechnęła się radośnie i wesoło do swojego przewodnika, kiedy wchodzili oboje po schodach. W pewnym momencie pan Andou zatrzymał się w miejscu, ona widząc to również stanęła i uniosła wzrok, na stojącego przed nimi mężczyznę w garniturze. Był o wiele młodszy od jej towarzysza, mimo to po rozmowie rozpoznała, że muszą pracować razem w tym samym miejscu. Zamyśliła się głęboko na moment... A jeśli mieszkanie już ktoś kupił? I co ona teraz zrobi? Tak bardzo spodobała się jej ta okolica, że nie mogła z niej teraz tak łatwo zrezygnować, spuściła nieświadomie wzrok w dół pod wpływem przelatujących przez jej główkę myśli. Po kilku minutach starszy pan odwrócił się twarzą do niej z lekka zawiedzionym wzrokiem. Nana z łatwością odgadła o co mu chodzi, ale nie powiedziała niczego.&lt;br /&gt;-Przepraszam cię, Nana-chan. Spóźniliśmy się, ktoś już zgłosił chęć zakupu mieszkania, prawdopodobnie za dwa dni się wprowadzi. - rzekł w końcu. Westchnęła, tak myślała, jednak nadal nic nie mówiła, tak bardzo liczyła na to miejsce. W czasie jej zamyślenia, pan Andou znów zwrócił się do swojego kolegi po fachu.&lt;br /&gt;-A mógłbym chociaż pokazać swojej klientce to mieszkanie? - zapytał. Młodszy pokręcił jednak przecząco głową, nie mógł na to pozwolić, przecież już zostało zamówione. Jego własna klientka niedługo powinna się wprowadzić. Mógł zrobić tylko jedno, ale zrobiłby to tylko dla swojego bliskiego kolegi z pracy, którym właśnie był człowiek stojący przed nim na schodach. Spojrzał się na szatynkę swymi czarnymi oczyma i powiedział do niej:&lt;br /&gt;-Nie mogę ci pozwolić na obejrzenie mieszkania mojej klientki, ale może zechciałabyś skontaktować się z nią? Tak się składa, że wiem gdzie teraz przebywa. To hotel w centrum Tokio, liczę, że wiesz który? Nazywa się Osaki Nana, jeśli zapytasz w recepcji, powinni ci powiedzieć pod którym numerem mieszka. Możesz porozmawiać z nią o tej sprawie. - po swojej wypowiedzi uśmiechnął się lekko, kątem oka widząc radość w oczach starca. Potem i ujrzał uśmiech na twarzyczce szatynki.&lt;br /&gt;-Jeny! Jeny! Aaaaaa! Dziękuję panu! - zakrzyknęła Nana, kłaniając się aż do ziemi z radości. Już miała zacząć zbiegać po schodach, kiedy uświadomiła sobie, że nie wie, gdzie dokładnie znajduje się hotel, o którym wspominał mężczyzna. Spojrzała się na pana  Andou.&lt;br /&gt;-Et-to...(1) Tego... Nie wiem gdzie to jest dokładnie. - powiedziała trochę nieśmiałym głosikiem, w końcu głupio to brzmiało, że nie wie gdzie to jest, oni nie mogli wiedzieć tego, że dopiero się przeprowadziła wczoraj. A jakoś nie chciała prawie nieznajomych o tym informować. Na twarzy starszego mężczyzny ukazał się delikatny, miły uśmiech, a gdy mięśnie twarzy zaczęły pracować, powstały lekkie zmarszczki.&lt;br /&gt;-Spokojnie, Nana-chan. Mogę cię tam zaprowadzić, to nic wielkiego. - oznajmił, schodząc stopień niżej. Więc chcesz skorzystać z mojej propozycji? - zapytał dla pewności, chociaż wiedział, że dziewczyna na pewno się zgodzi. Nana pisnęła z radości, aż podskakując, jakby miała zaraz wystrzelić prosto w niebo.&lt;br /&gt;-TAAK! Arigato Andou-sama! Arigato gozaimasu! (2) – aż nie mogła się powstrzymać i uściskała swojego przewodnika. Poczuła się przez chwilę jakby był to jej dziadek. Zaraz odsunęła się, a mężczyzna podziękował młodszemu koledze i zaczął schodzić po schodach. Młodszy mężczyzna szybko ich wyminą, najwyraźniej spiesząc się gdzieś. Oni jednak spokojnie zeszli i wyszli na zewnątrz. Nana... Nana Osaki. Czyżby była to ta Nana, którą spotkała w pociągu, gdy jechała do Tokio? Nie mogła wytrzymać z tego wszystkiego. To było dla niej teraz takie ekscytujące, znowu by spotkała swoją towarzyszkę podróży. Ach marzenia, czy jednak słusznie się nakręcała na to, że ujrzy Tą Nanę? Westchnęła cichutko, ale z zadowoleniem. Pan Andou oznajmił, że powinni dojść na miejsce za jakieś czterdzieści minut. „Długo.” - pomyślała, ale musiała do niej pójść, przekonać się, czy dobrze myślała. Tak zafascynowała się myślami o spotkaniu z Naną, że aż zapomniała o mieszkaniu, o którym miała z nią porozmawiać. Ale nie wyleciało jej to na szczęście całkowicie z głowy.&lt;br /&gt;Minęła jakaś godzina, a zdołali dojść do budynku, będącego hotelem. Wędrowanie ulicami miasta zajęło im więcej czasu, niż przypuszczali, ale szatynka nie zwracała na to uwagi. Prawie że wbiegła do wnętrza, Andou tymczasem spokojnie wszedł za nią i stanął z nią przy recepcji. Zapytali się tam o osobę o imieniu „Nana Osaki”. Osoba, do której się zwrócili przez chwilę nie była pewna, czy powinna mówić, ale w końcu przełamała się i poinformowała dziewczynę oraz starszego mężczyznę pod jakim numerem mieszkała osoba, której szukali. Oboje podziękowali uprzejmie i odeszli od recepcji, by udać się w kierunku windy. Chwilę czekali, ale szybko mocne rozsuwane wejście otwarło się i mogli już wejść do środka. Winda uniosła się w górę, gdy wyznaczyli jej cel – czwarte piętro – i wysiedli z niej na odpowiednim poziomie. Teraz wystarczyło poszukać numeru, który wskazała. Szli oboje powoli, uważnie obserwując napotykane drzwi, Nana z jednej, a Andou z drugiej strony. Tak, nareszcie numer 77! Pisnęła cichutko i stanęła prędko tuż naprzeciwko nich.&lt;br /&gt;-To tutaj. - powiedziała. Pan Andou stanął gdzieś z boku, zamierzał poczekać na razie na zewnątrz i nie wpychać się bez zaproszenia do środka. Popatrzył się jeszcze jak szatynka dzwoni do apartamentu. Zza ciemnobrązowych drzwi dało się słyszeć głośne słowo „Proszę!”. Spojrzała się jeszcze na swego przewodnika, ten oznajmił, że poczeka tutaj. Więc Nana powoli ułożyła na srebrnej klamce dłoń, a potem niepewnie za jej pomocą otworzyła drzwi. Ujrzała średniej wielkości wnętrze, ładnie ozdobione, z jednym łóżkiem, fotelem i różnymi innymi przedmiotami, które znajdowały się we wszystkich pokojach. Odmienna była tylko inna rzecz, bowiem opartą o łóżko zobaczyła gitarę w czarnym pokrowcu, to ją utwierdziło w przekonaniu, że to musi być Nana z pociągu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Kogo znowu przywiało?” - pomyślała czarnowłosa, siedziała akurat w łazience, a dokładnie leżała w wannie. Taak, ciepła woda koiła jej zszargane nerwy. Ciężko było nocować w hotelu, wszędzie pełno hałasu, nie znosiła tego. Nie chcąc skazywać na długie czekanie niezapowiedzianego przybysza, wyszła powoli z wanny, zaczesała włosy do tyłu i opatuliła swoje nagie, zgrabne ciało białym, hotelowym ręcznikiem. Otworzyła drzwi od łazienki i... Patrzy. A tu nagle jakaś nieznajoma dziewczyna, chociaż... Coś jednak jej świtało. &lt;br /&gt;-Hej, a ty kto? - zapytała się przybysza. Dziewczyna padła na ziemię z rozpaczą i myślą „Nie pamięta mnie!”. Uniosła lekko głowę i dopiero zwróciła uwagę na to, że Nana jest w samym szlafroku, mimowolnie zarumieniła się. Jednak wstała pospiesznie, otrzepała się, chcąc jakoś odwrócić swą uwagę i powstrzymać rumieńce. &lt;br /&gt;-Kurdę. To ty! Nana z pociągu? - powiedziała i uśmiechnęła się szeroko. Teraz nie miała makijażu, jednak i tak była ładna. - Nie poznałam cię! Przez to inne uczesanie. - zaśmiała się potem i podeszła do dziewczyny. Miała cichą nadzieję, że jeszcze kiedyś się zobaczą, ale nie miała pojęcia, że nastąpi to tak szybko. Poklepała szatynkę po ramieniu, drugą ręką przytrzymywała nadal ręcznik. &lt;br /&gt;-Więc jednak mnie pamiętasz! - zakrzyknęła słodka Nana z radosnym uśmiechem na ustach. Tymczasem czarnowłosa Nana, zamyśliła się na moment, zastanawiając w jaki sposób towarzyszka z pociągu się tutaj dostała i właściwie jak ją znalazła? Przecież to było całkowicie nierealne, no chyba, że posiadała jakieś supermoce, ale to było jeszcze bardziej nierzeczywiste i niemożliwe. Nie wytrzymała w końcu i zapytała:&lt;br /&gt;-Jak się tutaj dostałaś? Skąd wiedziałaś? &lt;br /&gt;-No... Et-to...Ano... To długa historia. - powiedziała.&lt;br /&gt;-W takim razie siadaj i opowiadaj, a ja się ubiorę, nie będę przecież paradować w ręczniku. - poleciła i oznajmiła. Szatynka usiadła na łóżku, usłuchawszy się czarnowłosej i popatrzyła jak ta bierze ciuchy ze sobą do łazienki i odchodzi. &lt;br /&gt;Kiedy przebrała się, wróciła do pokoju, a Nana opowiedziała jej co się stało i jak i w ogóle wszystko od początku, ale wpierw zaprosiły do środka pana Andou, jak nazwała go jej towarzyszka. Przyglądała się dziewczynie swymi czarnymi oczyma, nie odrywając spojrzenia nawet na chwilę. Już podczas jej opowieści, zaczęła się domyślać, że przybyła tutaj w sprawie mieszkania. Nie zamierzała jednak go jej oddawać, miała już dość tego hotelu i jego hałasów, które już naprawdę mocno zaczynały ją denerwować, a na dodatek co każdą noc bolała ją strasznie głowa. &lt;br /&gt;-Więc... Co z tym mieszkaniem? - zapytała po kilku minutach milczenia brązowooka.&lt;br /&gt;-Nie ma mowy, mam już dość życia w hotelu, codziennie napieprza mnie głowa. - mruknęła, wyciągając przy tym papierosa, którego w międzyczasie zdążyła zapalić. Widziała wyraźnie, że szatynka jest zawiedziona, pewnie myślała, że zrezygnuje. Jednakże nie zamierzała, mieszkanie było tanie i w spokojnej okolicy, to coś dla mniej. I wtedy odezwał się niejaki pan Andou.&lt;br /&gt;-Drogie panie, widzę, że nie możecie dojść do zgody. Ale zauważyłem, że jesteście dobrymi przyjaciółkami... - mówił. „Dobrymi przyjaciółkami?! Ledwo się znamy do cholery!” - pomyślała, ale nie powiedziała tego na głos, czekała co mężczyzna powie dalej. - Więc mogę wam zaproponować, abyście zamieszkały razem, w końcu zawsze lepiej jest mieć kogoś przy sobie, współlokatora. Poza tym pokoje są doskonale ustawione, przedzielone kuchnią, tak, że mogłybyście   nie ingerować w swoje sprawy... A do tego... Czynsz zostałby podzielony na pół.&lt;br /&gt;-Na pół!!!? - czarnowłosa, aż rozszerzyła oczy. - 70000 jenów na pół..? - popatrzyła się na Nanę, mówiąc to.&lt;br /&gt;-35000! - krzyknęła słodka Nana w odpowiedzi. A zaraz po tym jednocześnie:&lt;br /&gt;-TANIOCHA! - i zaśmiały się. Teraz już szło wszystko gładko i obie byłyby blisko i miały swoje towarzystwo nawzajem i musiałyby obie mniej płacić. Przystała na to, bez jakichkolwiek innych pytań. To był dobry pomysł, dobrze, że Nana przyprowadziła tego poczciwego człowieka ze sobą.&lt;br /&gt;-Możecie również w drzwiach założyć zamki, to też da się załatwić. - oznajmił pan Andou.&lt;br /&gt;-W porządku. Przydadzą się. - powiedziała już spokojnym głosem, uśmiechając się. Zapowiada się ciekawie. Szatynka, będąc już u wyjścia z apartamentu zapytała się swej towarzyszki, kiedy się wprowadzi. Ona oznajmiła jej, że jutro, następnego dnia. Ona postanowiła, że również to zrobi jutro. I rozstały się z uśmiechami na twarzy, zadowolone z obrotów zdarzeń...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(1) et-to - dźwięk wydawany, gdy ktoś się waha.&lt;br /&gt;(2) arigato gozaimasu - bardzo dziękuję&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7601151863307755653-2355127918924879186?l=nana-x-hachi-yuri.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nana-x-hachi-yuri.blogspot.com/feeds/2355127918924879186/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nana-x-hachi-yuri.blogspot.com/2010/10/rozdzia-4.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7601151863307755653/posts/default/2355127918924879186'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7601151863307755653/posts/default/2355127918924879186'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nana-x-hachi-yuri.blogspot.com/2010/10/rozdzia-4.html' title='Rozdział 4'/><author><name>Raven_Uchiha</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05446459197591522178</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_Do6SjbdX36Y/TFheFyXak2I/AAAAAAAAAB4/e5SWC45gL5Q/S220/Raven+Uchiha+(huh).bmp'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7601151863307755653.post-8652391800021627675</id><published>2010-10-01T16:30:00.000+02:00</published><updated>2010-11-02T20:43:21.128+01:00</updated><title type='text'>Rozdział 3</title><content type='html'>Ranek, czyjaś dłoń wypełzła spod kołdry i powędrowała w stronę szafki nocnej, znajdującej się niedaleko łóżka. Jedna próba schwytania zegarka tam stojącego... i druga... Dopiero za trzecim razem palce drobnej dłoni zacisnęły się na owym przedmiocie. Kilka sekund potem zegar znikł z ręką pod kołdrą, a jeszcze potem w pomieszczeniu rozległ się pisk i kołdra odleciała gwałtownie na drugi kraniec łóżka. Osoba leżąca pod pierzyną teraz stała się widoczna, była to w tej chwili już siedząca dziewczyna o jasnobrązowych, sterczących na wszystkie możliwe strony świata włosach. Wyglądała naprawdę śmiesznie, siedząc tak i machając rękoma ze złości.&lt;br /&gt;-Nieee! Zaspałam... - powiedziała do siebie i zrobiła potem smutną minę. "Shouji pewnie poszedł już do pracy..." - pomyślała Nana i wstała z łóżka, przeciągając się przy tym. Będąc już na nogach, odłożyła zegar na miejsce. Cóż, może chciała przygotować śniadanie swojemu chłopakowi lecz zaspała, ale postanowiła wynagrodzić to mu robiąc inne rzeczy, kiedy on jest w pracy. Wyznaczyła sobie cel, że posprząta całe mieszkanie i zrobi obiad, bo przecież Shouji pewnie wróci głodny. Zabrała się więc do roboty, jednak najpierw umyła się, przebrała i doprowadziła do porządku. &lt;br /&gt;Kiedy wysprzątała każdy możliwy kąt mieszkania, było dosyć późno, ale nie aż tak, żeby nie miała już czasu. By zrobić coś do jedzenia, musiała jeszcze wyjść do sklepu, wyszykowała się zatem i udała się po zakupy. Po drodze do pobliskiego sklepu myślała o różnych rzeczach, wiedziała co kupić, potem jej myśli zajął Shouji, a następnie dziewczyna, z którą dzieliła miejsce w pociągu poprzednie go dnia. Westchnęła, było jej trochę żal, że już się nie spotkają. Mogła pomyśleć, by poprosić Nanę o jakiś kontakt do niej, ale nie... Jak zwykle myślała tylko o swoich sprawach. Po dziesięciu minutach weszła do sklepu i zaczęła się przechadzać pomiędzy półkami, chcąc odnaleźć potrzebne składniki i produkty. Pięć minut potem do koszyka włożyła jakąś puszkę i ruszyła w kierunku kasy. Tam zapłaciła za wszystko i wyszła ze sklepu. Teraz pozostało tylko wrócić i sporządzić danie. Jeden krok, drugi, trzeci i czwarty i nagle przystanęła. Wydawało jej się, że zobaczyła kogoś znajomego, jednak nie potrafiła na razie zrozumieć kto to, jakby ta informacja była dla niej zablokowana. Zacisnąwszy mocno dłoń na rączce torby z zakupami pobiegła w kierunku, w którym zobaczyła tą osobę. Gdy tam dobiegła, nie było już nikogo, tak jak gdyby doznała halucynacji albo czegoś podobnego. Podrapała się wolną ręką w głowę w lekkim zakłopotaniu. Nie widząc innego wyjścia, poszła do domu, całą drogę jednakże poświęcając na myślenie. Może naprawdę miała jakąś fatamorganę? Ale przecież to niemożliwe, była zdrowa, nie brała leków. Więc jak? Tak właśnie wyglądały jej myśli, gdy przyrządzała posiłek dla swojego ukochanego. Ułożyła wszystko na stole, a wyglądało to naprawdę ładnie, jak w restauracji, Nana była naprawdę dobrą kucharką. Chociaż skromnie zawsze sprzeciwiała się takim stwierdzeniom. Odetchnęła cicho i usiadła na pościelonym łóżku, wyszedłszy z kuchni. Spojrzała się na zegarek, Shouji spóźniał się już o pół godziny. Sięgnęła ręką do torebki, leżącej obok łóżka i wyjęła stamtąd swą jasno różową komórkę, żadnego sms'a od Shoujiego. Ułożyła się na plecach i położyła komórkę gdzieś na brzuchu, a wkrótce zasnęła z tego całego oczekiwania. &lt;br /&gt;Skrzyp i jeszcze raz, a potem odgłos zamykanych drzwi - to ją obudziło. Podniosła się do pozycji siedzącej trochę zdezorientowana i rozespana. Czyżby to był Shouji? Pewnie tak, przecież zamykała drzwi, a tylko on miał klucze, no i jej dał zapasowe na jakiś czas. Moment po przebudzeniu ujrzała, wchodzącą do pokoju postać jej chłopaka. Uśmiechnęła się radośnie i powstała na nogi jakby dostała nagle przypływu energii. Zaraz potem on i ona przytulili się do siebie. &lt;br /&gt;-Dlaczego się spóźniłeś? - zapytała się go.&lt;br /&gt;-Przecież napisałem ci sms'a, że będę później, ponieważ kolega, który miał przyjść na zmianę, zachorował. - wyjaśnił szatyn zdziwiony, że Nana nie sprawdzała poczty, Przecież ona zawsze czytała wszystkie wiadomości, które dostawała. Znał ją dobrze.&lt;br /&gt;-Nani? Nie dostałam, żadnego sms'a od ciebie. Żadnego. - rzekła brązowowłosa zgodnie z prawdą, naprawdę nie otrzymała jakiejkolwiek wiadomości. Wpatrzyła się w Shoujiego uważnie, lekko mrużąc powieki.&lt;br /&gt;-Jak to? Przecież ci wysyłałem, muszę mieć to w folderze wysłanych. - rzekłszy to, wyjął z kieszeni spodni komórkę i wszedł w odpowiedni folder. Wytrzeszczył oczy, patrząc w ekraan. Jak to możliwe? Pisało, że odbiorcą była jego i Nany przyjaciółka Junko. - Ups... Chyba wysłałem przez przypadek go do Junko... - powiedział pokazał wyświetlacz dziewczynie. Ta też rozszerzyła oczy, ale potem zaczęła się cicho śmiać z myślą, jak na tego sms'a mogła zareagować jej przyjaciółka. Po chwilce jednak uspokoiła się i zaprowadziła Shoujiego do kuchni, by zjadł. Chłopak usiadł, a ona odgrzała mu danie, ponieważ zdążyło już wystygnąć i było letnie, a każdy przecież wie, że zimne jedzenie nie jest zbyt smaczne, jeżeli się je powinno jeść na gorąco. Ona zjadła coś wcześniej, więc tylko usiadła na krześle, mieszczącym się na przeciwko tego, na którym siedział Shouji. Oparła podbródek na dłoniach i wpatrzyła się w ukochanego jak w niebo pełne gwiazd, jak w najpiękniejszy obraz świata, który mogła mieć przy sobie, zawsze i wszędzie, tak samo jak nie rozstawała się z komórką. Uśmiechnęła się pod nosem. Widać było, że jemu smakuje, jadł aż uszy mu się trzęsły, pewnie miał dużo pracy i mało czasu, by coś przekąsić. W pewnym momencie chłopak na moment przerwał jedzenie i spojrzał się na Nanę.&lt;br /&gt;-Znalazłaś sobie już jakieś mieszkanko? Pracę? - zapytał, zabierając się znów do jedzenia. Dziewczyna nagle zastygła, całkowicie o tym zapomniała! Kurczę! Przecież cały dzień poświęciła na sprzątanie i gotowanie, nie myśląc o tych rzeczach, poza tym, myślała, że będzie mieszkać u Shoujiego. Ten odgadł jej myśli, jakby mógł przenikać jej umysł na wylot za pomocą jakiejś super mocy. &lt;br /&gt;-Wcale nie szukałaś, zgadza się? - zapytał, a ona tylko pokiwała twierdząco głową, lekko się w nią drapiąc. - Musisz znaleźć, ja też bym chciał, żebyś została, ale nie możesz, nie jestem w stanie zapewnić ci dobrych warunków życia, a przynajmniej w tym czasie. Muszę nie tylko pracować, ale i uczyć się. I w końcu miałaś przyjechać tutaj po to, by uniezależnić się od innych. Wybacz Nana... Naprawdę. - powiedział ostatnie zdania ciszej i spokojniej, a skończywszy jeść, wstał od stołu i podziękował za wspaniały posiłek. Następnie ruszył do pokoju i położył się do łóżka, było późno, a on znów jutro miał na rano do pracy. I do tego wszystkie te problemy na głowie, był zmęczony. "Ach te baby..." - pomyślał przed zaśnięciem. Szatynka dopiero teraz wstała i zgasiła światło, a potem przebrała się i ułożyła w milczeniu przy chłopaku. Było jej smutno, jednak wiedziała, że nie może przysparzać problemów Shoujiemu, a do tego on miał rację. Nie może cały czas polegać na innych i ich pomocy. Odwróciła się przodem do chłopaka i przytuliła się do jego pleców, kiedy odważyła się to zrobić.&lt;br /&gt;-Shouji... Śpisz? - zapytała cichutko i niepewnie, jakby bała się czegoś.&lt;br /&gt;-Teraz nie... - mruknął chłopak. &lt;br /&gt;-Shouji... Gomene...(1) Postaram się ci ulżyć, znajdę pracę i mieszkanie. - zapewniła cicho w skruszeniu i przytuliła się do niego mocniej. On odwrócił się do niej twarzą. Nie wyglądał na złego, a tak się bała.&lt;br /&gt;-Nana... Pozwoliłbym ci ze sobą być, ale naprawdę mam dużo na głowie i nie będzie ci tu dobrze, w takiej ciasnocie. - rzekł i odwzajemnił uścisk, a po chwili również pogłaskał ją po włosach. Nana poczuła się lepiej i wtuliła się w jego ramiona do jego nagiego torsu, uśmiechając się lekko. Noc minęła im tak jak poprzednie... Bardzo miło, jeśli wiedzieć o co chodzi.&lt;br /&gt;Rano natomiast znowu wstała, teraz jednak zdążyła to zrobić przed obudzeniem się szatyna, po cichaczu poszła do kuchni i zrobiła mu śniadanie, po czym je zapakowała, by mógł wygodnie je przenieść. Uśmiechnęła do siebie, a potem poszła się przebrać. Dzisiaj również miała mieć pracowity dzień, przecież postanowiła znaleźć sobie swój własny zakątek, w którym będzie mieszkać. A musiała znaleźć odpowiedni, nie za drogi, nie była przecież bogaczką, na dodatek pracy jeszcze nie miała, jednak i ją miała niedługo sobie znaleźć. Zapakowała wszystkie potrzebne rzeczy do torebki i wyszła z domu w podróż po ulicach Tokio na swoje poszukiwania. I tak spotkała pana Andou, miłego starszego człowieka, który pomagał jej w wyborze mieszkanka. Właśnie dzięki nie mu poznała wiele zakątków stolicy i on również pokazał jej wiele miejsc. Jednak większość z nich była dla niej za droga. Musiała znaleźć taki, w którym nie będzie musiała zbyt dużo płacić, no i okolica powinna być ładna, a nie jakaś szara i biedna. Cały dzień zajęło jej przeglądanie papierów, a następnie rezygnowanie z nich. W końcu udało jej się znaleźć wspólnie z panem Andou odpowiednio tanie miejsce, tam też się udali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(1) Gomene - przepraszam&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7601151863307755653-8652391800021627675?l=nana-x-hachi-yuri.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nana-x-hachi-yuri.blogspot.com/feeds/8652391800021627675/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nana-x-hachi-yuri.blogspot.com/2010/10/rozdzia-3.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7601151863307755653/posts/default/8652391800021627675'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7601151863307755653/posts/default/8652391800021627675'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nana-x-hachi-yuri.blogspot.com/2010/10/rozdzia-3.html' title='Rozdział 3'/><author><name>Raven_Uchiha</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05446459197591522178</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_Do6SjbdX36Y/TFheFyXak2I/AAAAAAAAAB4/e5SWC45gL5Q/S220/Raven+Uchiha+(huh).bmp'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7601151863307755653.post-4665820916278516834</id><published>2010-08-13T13:02:00.000+02:00</published><updated>2010-08-13T15:44:37.364+02:00</updated><title type='text'>Rozdział 2</title><content type='html'>Stacja: Tokio. Pociąg, którym jechały dwie Nany, właśnie zatrzymał się. Dziewczyny spojrzały się po sobie, ich rozmowa zakończyła się akurat przed kilkoma sekundami. Czarnowłosa wstała z siedzenia, chowając właśnie odtwarzacz do kieszeni skórzanej kurtki, bo dopiero teraz zorientowała się, że trzymała go przez ten cały czas na kolanach. Wolną teraz dłonią złapała uchwyt czarnego futerału z gitarą, ten przy poruszeniu połyskiwał lekko w świetle lamp. A uśmiechnąwszy się pod nosem swymi intensywnie czerwonymi ustami, nie tracącymi żywego połysku, uniosła powoli wzrok na swą towarzyszkę z myślą, że to koniec tej znajomości. Chociaż... Z drugiej strony może jednak jeszcze kiedyś się spotkają? Bo przecież los na pewno nie drwiłby tak sam z siebie, żeby dopuścić do spotkania dwóch osób o tym samym imieniu, w tym samym wieku oraz o tym samym celu podróży. Westchnęła cichutko, po tym jak przez umysł przeleciała jej myśl, że nie mogą wymienić się numerami, ponieważ ona nie miała swojej komórki. Dotąd nie była jej potrzebna... Cóż... Tak jest i nie przestanie być... Po chwili wyrwała się ze szponów własnych myśli i spostrzegła, że szatynka już stoi gotowa, by wyjść z pociągu. Zatem ruszyły ku wyjściu. Czarnowłosa wyskoczyła spokojnym, długim krokiem jako pierwsza. Tymczasem dziewczyna o brązowych oczach czyniła ostrożne ruchy, jednocześnie dosyć energiczne. I właśnie przez tą energiczność potknęła się nawet nie wiadomo o co, ale ogólnie nie było czasu na myślenie o tym, bo jak można myśleć o powodzie stracenia równowagi, wiedząc i widząc, iż zaraz wyrżnie się twarzą w twarde podłoże peronu? Ale tym razem szatynka miała szczęście, bo przed nią stała jej towarzyszka podróży. Torebka i bagaż wypadły z łapek słodkiej Nany, a ona sama pisnęła, powalając czarnowłosą na ziemię przez swój upadek. Wylądowała prosto na niej, a ich twarze dzieliło może z sześć centymetrów, a może siedem, co było maksimum odległości. Teraz patrzyły sobie w oczy przez chwilę, która dla obojga trwała długo, acz tylko im się to wydawało. W istocie było to zaledwie kilka sekund. Szatynka spłonęła rumieńcem, chociaż sama nie wiedziała do końca dlaczego. No właśnie, dlaczego? Przecież miała chłopaka i NA PEWNO dziewczyny jej się nie podobały. Wmówiła sobie zatem, że to tylko przez wstyd. Czarnooka wtedy była z lekka zszokowana zaistniałą sytuacją i na jej twarzy także pojawił się rumieniec. Ale ten był tak nikły, że niemal niewidoczny. Zaraz uspokoiła się i sprawiła, że jej wzrok stał się nieco... rozbawiony? Bo teraz szatynka migiem z niej zeszła i zaczęła wymachiwać rękoma, jakby chciała gdzieś odlecieć oraz przepraszała jak najęta. Czarnowłosa podniosła się do pozycji siedzącej.&lt;br /&gt;-Gomen! Gomen nasai! Gomen nasai! (1)- piszczała Nana o brązowych oczętach. Rumieniec zdążył zniknąć z jej twarzy. W tym czasie druga Nana wzięła do ręki pokrowiec i wstała powoli, otrzepując się przy tym. Potem spojrzała się na szatynkę z rozbawieniem.&lt;br /&gt;-Baka! (2) Nic się nie stało. - powiedziała swym spokojnym głosem, wyciągnęła prawą rękę w stronę dziewczyny, mówiąc to. Uśmiechnęła się wesoło. Brązowowłosa popatrzała się na nią, a widząc, że brunetka nie gniewa się, odwzajemniła jej uśmiech i dała sobie pomóc wstać, po czym podniosła upuszczony bagaż wraz z torbą. Rozejrzała się uważnie dookoła, ale nigdzie nie widziała swojego chłopaka, który, jak zapewniał przez telefon, miał na nią czekać. Mruknęła coś pod nosem niepewnie. Czarnowłosa zauważając rozglądanie się towarzyszki, domyśliła się, że nigdzie nie może odszukać wzrokiem swego ukochanego.&lt;br /&gt;-Widzę, że twój ukochany ulotnił się jak para. - powiedziała w końcu. Szatynka była bliska wybuchnięcia udawanym płaczem rozkapryszonej dziewczynki, popatrzała się po chwili na Nanę smutnymi oczkami, przypominającymi smutne spojrzenie kota ze Shreka.&lt;br /&gt;-Może poszedł gdzieś na chwilę... Nie dramatyzuj. - zapewniła, a potem dodała jeszcze - Poczekam chwilę z tobą... Ale tylko chwilę. - po tych słowach spoczęła na pobliskiej ławce, opierając o nią również instrument w futerale. Następnym jej krokiem było zapalenie papierosa. Spokojnie zaciągnęła się dymem, mając już filtr pomiędzy wargami, a po krótkiej chwili wypuściła obłok jasnego dymu z krwistoczerwonych ust.&lt;br /&gt;-Kyaa! Arigato! Arigato! Arigato, Nana! (3) - szatynka doznała euforii i zaczęła łasić się jak piesek z tymi akurat podziękowaniami. Usiadła obok towarzyszki podróży. &lt;br /&gt;Minęło z pięć minut, a czarnowłosa zobaczyła coś, a dokładniej kogoś, kogo szatynka jeszcze nie zdążyła przyuważyć. Był to chłopak o podobnym kolorze włosów do słodkiej Nany i o przyjaznym uśmiechu. Jak rozpoznała w nim chłopaka towarzyszki? Proste. Po pierwsze - opowieść samej Nany. Po drugie zaś - chłopak machał ręką i patrzał w ich stronę. Czarnooka Nana wstała i bez słowa zaczęła się oddalać, zarzucając futerał na plecy. Brązowowłosa już chciała zapytać się jej, gdzie idzie, ale zaraz wzrok jej przykuł nadchodzący, uśmiechnięty chłopak. Całkowicie o niczym nie myślała, jedynym co mogła zrobić, było rzucenie się biegiem, ku ukochanemu. Po drodze puściła torebkę i walizkę, by następnie wtulić się w ramiona mężczyzny.&lt;br /&gt;-Shoouuujiii! - krzyknęła i rozpłakała się z radości. Chłopak objął ją czule, ale widząc, iż płacze, spytał zaraz:&lt;br /&gt;-Ej, no.... Czemu płaczesz?&lt;br /&gt;-Baka!! Tęskniłam! - zakrzyknęła i wtuliła się mocniej w niego.&lt;br /&gt;-Już dobrze, dobrze. - odpowiedział, chcąc ją jakoś uspokoić. Po chwili tego stania, odsunął się na moment od Nany, podniósł z ziemi jej rzeczy z zamiarem zaniesienia ich do swego domu. Szatynka obróciła się o sto osiemdziesiąt stopni i spojrzała na niego.&lt;br /&gt;-Co robisz? - zapytała. Ten popatrzał się na nią, wywróciwszy wpierw oczyma.&lt;br /&gt;-Nie widać? biorę twoje rzeczy. - opowiedział.&lt;br /&gt;-Ale... Ale... - zaczęła dziewczyna.&lt;br /&gt;-Będziesz spała u mnie w domu. - oznajmił spokojnym głosem i uniósł w górę bagaże. nana rozszerzyła gwałtownie oczy i aż jej usta rozchyliły się do granic możliwości, bez udziału jej woli.&lt;br /&gt;-Co? Myślałam, że prześpię jedną, dwie noce u Junci... A potem zacznę szukać mieszkania... - powiedziała z zaskoczeniem w głosie, jednakże cieszyła się bardzo z tego, że będzie nocować u ukochanego.&lt;br /&gt;-To niemożliwe... Bo... Oni mieszkają razem. - odrzekł, tłumacząc jej sytuację Junko i jej chłopaka, a zarazem jego przyjaciela, Kyousuke. Brązowowłosej już oczy wyszły z orbit, albo raczej wyszłyby, gdyby było to możliwe, a szczęka opadłby aż do samej ziemi, gdyby była takowa możliwość.&lt;br /&gt;-Nani?(4) J-Jak to? Kiedy? Jun-chan nic mi nie mówiła! - po słowach swej dziewczyny, Shouji namyślał się przez moment, aż w końcu odpowiedział:&lt;br /&gt;-Dosyć dawno, już nie pamiętam... Ale stało się to jakoś samo.&lt;br /&gt;-No dobrze, dobrze. - rzekła Nana, wzdychając i chichocząc cicho. Wzięła tylko od chłopaka swoją torebkę, bo jakby to wyglądało? Uśmiechnęła się do niego wesoło, a ten oznajmił jej właśnie, że jej przyjaciółka czeka na nią niedaleko. Tak krzyknęła z radości i już chciała biec, ale zorientowała się, przypominając o towarzyszce podróży, która już zapewne znikła. Wielce zasmuciła ją myśl, że więcej jej nie zobaczy. Shouji, zauważywszy jej utratę entuzjazmu i humoru, podszedł do niej i spytał:&lt;br /&gt;-Coś się stało, Nana-chan? - dziewczyna natomiast popatrzyła się na niego i wyjaśniła:&lt;br /&gt;-Towarzyszka podróży... Poznałyśmy się w pociągu. Chwilę ze mną czekała, a potem poszła bez słowa... Nawet nie wymieniłam się z nią numerami. - ostatnie zdanie wyjęczała z żalem w głosiku. Szatyn poklepał ją po plecach wolną ręką.&lt;br /&gt;-Takie znajomości nie trwają długo. - powiedział. Nana westchnęła smutno i ruszyła, prowadzona przez swego chłopaka. Humor jej jednak zmienił się szybko na widok starej przyjaciółki, jakby smutek został wystrzelony z procy, a zastąpiony pociskiem szczęścia i radości. Rzuciła się przyjaciółce na szyję.&lt;br /&gt;Tymczasem czarnowłosa stała jeszcze na peronie, dosyć daleko od nich za kolumną, przypatrując się towarzyszce podróży i temu co robi, paląc jednocześnie kolejnego z rzędu papierosa. A potem odwróciła się na pięcie i ruszyła w przeciwnym kierunku, spokojnym, ale wystarczająco szybkim krokiem.&lt;br /&gt;Odgłos jej kroków wkrótce ucichł...     &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(1) Gomen! Gomen nasai! Gomen nasai! - Przepraszam! Wybacz, proszę! Wybacz, proszę! &lt;br /&gt;(2) Baka! - Głupek!/Głupi(a)! (Tutaj użyte w bardziej żartobliwym tonie.) &lt;br /&gt;(3) Kyaa! Arigato! Arigato! Arigato, Nana! - Kyaa! Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję, Nana!&lt;br /&gt;(4) Nani? - Co?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7601151863307755653-4665820916278516834?l=nana-x-hachi-yuri.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nana-x-hachi-yuri.blogspot.com/feeds/4665820916278516834/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nana-x-hachi-yuri.blogspot.com/2010/08/rozdzia-2.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7601151863307755653/posts/default/4665820916278516834'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7601151863307755653/posts/default/4665820916278516834'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nana-x-hachi-yuri.blogspot.com/2010/08/rozdzia-2.html' title='Rozdział 2'/><author><name>Raven_Uchiha</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05446459197591522178</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_Do6SjbdX36Y/TFheFyXak2I/AAAAAAAAAB4/e5SWC45gL5Q/S220/Raven+Uchiha+(huh).bmp'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7601151863307755653.post-677957241408314306</id><published>2010-08-06T22:25:00.000+02:00</published><updated>2010-08-06T22:35:48.663+02:00</updated><title type='text'>Rozdział 1</title><content type='html'>W wejściu do pociągu stała dziewczyna o czarnych, krótkich włosach i tego samego koloru oczach o pięknych, długich rzęsach. W ręku trzymała również czarny, lekko połyskujący w świetle żarówek pociągu, futerał z gitarą w nim. Dziewczyna była dość wysoka, ale nie wyróżniała się wzrostem, jej cera była blada, a może wydawało się tak tylko przez oświetlenie? Albo przez emocje... Ból widziany w jej czarnych niczym toń najciemniejszego nocnego nieba. Zacisnęła delikatnie dłoń o czerwonych, długich paznokciach na uchwycie pokrowca. Jej krwistoczerwone usta drgnęły lekko, uchyliła je, jakby chciała coś powiedzieć. Ale właśnie wtedy drzwi pociągu zatrzasnęły się. Przez szybę widziała wysokiego mężczyznę, o ponad głowę wyższego od niej, ubranego w czarny garnitur i mającego na nosie okulary przeciwsłoneczne, chociaż była zima, a śnieg spadał z pochmurnego nieba, by okryć zimnym puchem świat. Pociąg już ruszał, a ona wpatrywała się w swojego przyjaciela z zespołu. &lt;br /&gt;-Yasu... - wyszeptała jego imię, albo raczej ksywkę, która pochodziła od jego imienia "Yasushi". Dziewczyna przygryzła wargę. Przepełniał ją żal... Żal, że jadąc do Tokio, musiała pozostawić w rodzinnym mieście przyjaciół. Przez kilka chwil stała tak pomiędzy przedziałami, zatapiając się we własnych myślach. W końcu jednak weszła do jednego z wagonów, tego po prawej. Rozglądnęła się, dużo miejsc już było zajętych, ale bez trudu znalazła wolne. Usiadła na siedzeniu przy oknie, a gitarę w futerale postawiła na miejscu obok niej, bo też było wolne. Westchnęła cicho i z kieszeni skórzanej kurtki wyciągnęła przenośny odtwarzacz. Włożywszy sobie słuchawki w uszy, włączyła jakąś piosenkę, by po chwili sięgnąć gdzieś za czarną kurtkę. Tym razem wyciągnęła paczkę papierosów i zapalniczkę. Jeden z papierosów wylądował pomiędzy jej czerwonymi wargami i został zapalony przez zapalniczkę trzymaną w zgrabnej, chudej ręce dziewczyny. Schowała paczkę i zapalniczkę, po czym zaciągnęła się dymem, aby następnie wypuścić go ustami. Jasny obłok, wydostawszy się z jej ust, zaczął się rozprzestrzeniać i rozpływać coraz bardziej z każdą chwilą. Palenie ją uspokajało, a muzyka wzmacniała swymi rockowymi brzmieniami. Wsłuchała się w nią całą sobą, otuliła się bardziej kurtką, założyła nogę na nogę i lekko schyliła głowę do przodu, przymykając oczy. Co jakiś czas zaciągała się dymem, tak jak poprzednio i go wydmuchiwała z ust. Co jakiś czas również w pociągu rozbrzmiewały powiadomienia o opóźnieniach, spowodowanych śniegiem. Miały minuty... A godzina, kiedy pociąg zatrzymał się na już którymś z kolei przystanku. &lt;br /&gt;Wtedy do pojazdu wsiadło kilku pasażerów, jak i również wysiadło. Wśród wsiadających była dziewczyna o jasnobrązowych włosach oraz podobnego koloru, tylko nieco ciemniejszego, oczach. Stanęła u wejścia do jednego z wagonów. Miejsca były już pozajmowane przez innych Japończyków. Westchnęła i weszła powoli do niego, rozglądając się uważnie za jakimś miejscem. Wiedziała, że powinna gdzieś teraz usadowić się i na spokojnie napisać SMS do swojego chłopaka, który jest jednym z powodów jej wyjazdu. Zagłębiała się dalej w wagon, w pewnym momencie zobaczyła miejsce, na którym ułożony został czarny pokrowiec z zapewne gitarą wewnątrz. Podeszła bliżej i zobaczyła, że na miejscu obok, przy oknie, siedzi czarnowłosa dziewczyna o bardzo oryginalnym i niesamowitym stylu. Przez kilka sekund, przyglądała się jej, będąc niepewną, czy zapytać się o miejsce obok.&lt;br /&gt;-Ymm... - mruknęła niepewnie. Po czym spróbowała jeszcze raz coś powiedzieć. - Ano... Sumimasen...(1) - lecz nie dokończyła, ponieważ przerwał jej nagłe i gwałtowne hamowanie pociągu, który kilka minut wcześniej ruszył ze stacji. Straciła równowagę i runęła na ziemię, lądując z impetem tuż przy zgrabnych nogach czarnowłosej dziewczyny, a gitara, znajdująca się na siedzeniu, spadła na szatynkę. Spróbowała lekko się podnieść, podpierając rękoma o podłogę. "Co jest?! Dlaczego się zatrzymaliśmy?" - zapytała swe myśli, lekko rozszerzając oczy. Tymczasem ta o czarnych włosach dopiero teraz zorientowała się, że ktoś przy niej był. Ściągnęła słuchawki i popatrzyła się na dziewczynę przygniecioną przez jej gitarę, bez namysłu chwyciła instrument i odłożyła go na bok, ale tym razem na podłogę.&lt;br /&gt;-Daijobu desu ka?(2) - zapytała się jej.&lt;br /&gt;-H-Hai, daijobu! Gomen nasai.(3) - odpowiedziała dziewczynie z lekkim wahaniem, po czym wstała migiem na nogi.&lt;br /&gt;-Nie... To ja przepraszam. Pewnie walnęło cię w głowę... - przeprosiła za swoją gitarę, która na niej wylądowała. Szatynka już właśnie chciała odejść, ale stanęła i zwróciła znów wzrok ku nieznajomej. Zapytała się, czy miejsce jest wolne. Miała z lekka niepewny głos.&lt;br /&gt;-Proszę. - odparła, dając jej znak, że może usiąść. Brązowowłosa ucieszyła się i usiadła przy czarnookiej, która w tym czasie wzięła kolejnego papierosa z paczki i zapaliła go, pierwszego zdążyła już skończyć. Jasnowłosa przyjrzała się jej uważnie z nieco pobłyskującymi oczyma, myśląc jaka jest śliczna i superowa ta dziewczyna. Czuła, że nieznajoma ma to "coś" w sobie. Zarumieniła się delikatnie na te wszystkie myśli, ale nie było prawie tego widać, a brązowe kosmyki włosów starannie ukryły jej blady rumieniec. Zwróciła również uwagę na jej ubiór i wygląd, na makijaż, kolczyki w uchu, pieszczochy na nadgarstkach, skórzaną kurtkę, spódniczkę i... Pierścień z kolekcji Vivienne Westwood. To ostatnie aż wykrzyczała w myślach. Czarnowłosa sprawiała wrażenie jakby grała w jakimś zespole. Zastanowiła się krótko nad tym. Ale szybko wyrwała się z zamyślenia, kiedy ta niezwykła dziewczyna uniosła wzrok swych czarnych oczu i spostrzegła, że tamta jej się przygląda. &lt;br /&gt;-Gomen ne... Przeszkadza ci dym? - powiedziała dosyć cichym, ale spokojnym głosem o charakterystycznej barwie. Szatynka tymczasem zaprzeczyła szybko, ale na prawdę jej nie przeszkadzał. Czarnooka wypuściła kolejny raz dym ustami, oparła lekko czoło o szybę okna i widząc, że nadal stoją, oznajmiła to na głos, po kilku sekundach milczenia.&lt;br /&gt;-Chyba jest tak wszędzie. Śnieg utrudnia wszelkie dojazdy... I stąd te opóźnienia.&lt;br /&gt;-Huh? Naprawdę? - zapytała się jasnowłosa, chociaż dobrze wiedziała, że stoją. - Raanyy... To kłopotliwe... Ja też się spieszę. - powiedziała trochę ciszej, patrząc znowu na czarnowłosą.&lt;br /&gt;-No to z tego wszystkiego dupa zimna... - powiedziała czarnowłosa nadal spokojnym głosem. Dziewczyna obok niej zaczęła szukać czegoś w swojej torebce, a tymczasem ona korzystając z tego, przyjrzała się jej uważniej. Cóż... Nie chciała być posądzona o nachalność. Szatynka wyglądała dla niej jak licealistka, była tego pewna, że ma tyle lat ile licealiści. Powoli wypuściła kolejny obłok dymu spomiędzy krwistoczerwonych warg, nie odrywając wzroku od niej.&lt;br /&gt;-Wyślę mu sms'a... - mruknęła jakby sama do siebie brązowowłosa. Wreszcie zdołała odnaleźć komórkę w stosie różnych rzeczy, mieszczących się w torebce. Zsunęła klapkę i zaczęła wciskać błyskawicznie jasne przyciski komórki. Dziewczyna z papierosem spoglądała teraz na nią z rozwartymi oczyma, w zaskoczeniu.&lt;br /&gt;-Wow... Ależ ty szybka jesteś! - powiedziała. Po czym dodała z lekkim, ale trudno wyczuwalnym rozbawieniem w głosie. - Ach..Te dzisiejsze licealistki... Zupełnie inne niż kiedyś. Jasnowłosa słysząc to, odwróciła twarz ku niej i wskazała na samą siebie palcem.&lt;br /&gt;-Ale ja mam już 20 lat! - oznajmiła z nieco płaczliwym tonem. Czarnowłosa niemal zakrztusiła się dymem z papierosa. Spojrzała się znów na tą, którą uważała za licealistkę. Zaśmiała się już totalnie rozbawiona. &lt;br /&gt;-Jeny. To jesteśmy w tym samym wieku. - oznajmiwszy to, uśmiechnęła się szeroko swymi czerwonymi wargami. Kiedy tak się śmiała i uśmiechała wyglądała tak miło i słodko, a przynajmniej takie myśli przeleciały przez główkę dziewczyny o brązowych oczach. Rozwarła lekko oczy, a potem powiedziała z rozbawieniem, równym czarnowłosej.&lt;br /&gt;-Serio? Nie wierzę ci! To przez to o licealistkach, mówiłaś to tak, jakbyś miała o wiele więcej lat ode mnie. - mówiła, śmiejąc się cicho. Czarnooka westchnęła i odpowiedziała już spokojnym głosem na jej stwierdzenie:&lt;br /&gt;-Niee... Ja tylko tak poważnie wyglądam. Po kilku minutach rozległo się powiadomienie, w którym głos jakiegoś mężczyzny mówił, iż podróż przeciągnie się przez stan pogody. Szatyna mruknęła pod nosem coś o dojeździe do stolicy, a czarnowłosa przechwytując jej cichy głosik i wyraźne słowo "Tokio", spytała się o jej plany.&lt;br /&gt;-Huh? - mruknęła znowu, jakby nie zdając sobie sprawy z wypowiedzenia tych myśli na głos. Po chwili jednak potrząsnęła głową i zwróciła się do towarzyszki podróży tymi słowy:&lt;br /&gt;-Eto... Ja? Przeprowadzam się tam... I będę musiała poszukać pracy... Ogólnie... To chcę zacząć żyć na własną rękę. - wyjaśniła jej nieśmiało.&lt;br /&gt;-Ooo... To podobnie jak ja, wiesz? - powiedziała czarnowłosa, patrząc się na dziewczynę o jaśniejszych włosach. &lt;br /&gt;-Że hę?! To ty nie jesteś z Tokio?! - spytała się wielce zdziwiona szatynka.&lt;br /&gt;-Uh? Dlaczego pomyślałaś, że stamtąd jestem?&lt;br /&gt;-No... Tak jakoś... I wyglądasz jakbyś była akurat w trasie koncertowej. - rzekła, trochę głupio się czując przez swoje myśli.&lt;br /&gt;-W jakiej trasie? - tym razem zdziwiła się czarnowłosa, zgniatając akurat niedopałek w popielniczce. &lt;br /&gt;-No booo... Masz ten instrument... I w ogóle. Przez to cię uznałam za gitarzystkę z jakiegoś zespołu. - wyjaśniła, uśmiechając się niepewnie, ale przyjaźnie do dziewczyny. Spytała się zaraz, czy może gra w jakimś zespole. Ta odpowiedziała, że grała w mieście, gdzie dotąd mieszkała. Czarnowłosa sięgnęła po kolejnego papierosa, ale jej rękę powstrzymała ręka szatynki.&lt;br /&gt;-Co za dużo to nie zdrowo. Nie pal tyle. - rzekła z ciągłym uśmiechem na twarzy. Chwilę potem rozległ się dźwięk, dochodzący z jej komórki, ułożonej w tej chwili na kolanach. Zobaczyła, że to wiadomość głosowa. Szybkim ruchem palca odebrała połączenie.&lt;br /&gt;-Moshi, moshi... (4) Tutaj Nana. - powiedziała do telefonu słodziutkim głosem. W tymże właśnie momencie, dziewczyna ubrana w ciemne kolory zapalała papierosa, mimo protestu nieznajomej. Ale słysząc jak mówi swoje imię, sama zastygła na chwilę w bezruchu, odsunęła błyskawicznie końcówkę papierosa od płomieni zapalniczki. Papieros jeszcze nie zdążył się zapalić. Zwróciła wzrok ku dziewczynie obok, to ją całkowicie zaskoczyło. To było dziwne... Jadą do tego samego celu... Są w tym samym wieku i jeszcze posiadają to samo imię? To było dla niej megadziwne. Rozszerzyła nieco oczy pod wpływem tego zaskoczenia. Przez chwilę poczuła się jakby miała przed sobą klona, tylko o zupełnie innym stylu i charakterze. Wygnała jednak szybko te myśli, podczas, gdy towarzyszka podróży rozmawiała z kimś przez telefon. Wróciła do zapalenia papierosa. Jednak brązowowłosa, skończywszy pogawędkę, tym razem nie zwróciła już uwagi na to.&lt;br /&gt;-To pewnie twój ukochany. - powiedziała z rozbawionym tonem głosu. &lt;br /&gt;-Eto... Ano... Tak. - powiedziała cichuteńko.&lt;br /&gt;-To już wiem co tak naprawdę przyciąga cię tak mocno do stolicy. - odrzekła, szczerząc jasne ząbki.&lt;br /&gt;-Wcale nie! - ale zaraz jednak potwierdziła stwierdzenie czarnowłosej.  &lt;br /&gt;Odtąd zaczęła się ich dłuższa rozmowa. Chociaż dziewczyna w czerni raczej mało mówiła, to szatynka nadrabiała to swoimi opowieściami o chłopakach, zwłaszcza o chłopaku, z którym jest teraz. Czarnowłosa pozwalała jej na te historie, sama nie chciała mówić o sobie ani swoich problemach, czy przeszłości. Bo i po co męczyć kogoś niemal obcego? Westchnęła cicho, słuchając uważnie towarzyszki, która w pewnej chwili przerwała i zamówiła dwa piwa. Kiedy już je dostała, jedną puszkę czarnookiej. Wzięła ją ostrożnie w swoje dłonie wyglądające na delikatne, chociaż silne. Jasnowłosa zaproponowała toast.&lt;br /&gt;-Ee... Ale za co? - zapytała druga dziewczyna.&lt;br /&gt;-Za to, że mój chłopak Shouji dostał się na studia! - powiedziała entuzjastycznie szatynka.&lt;br /&gt;-Ale jaki związek ta sprawa ma z moją osobą? - spytała, po czym dmuchnęła dumem z ust. Brązowowłosa uderzyła swoją głową o siedzenie na przeciw i zaczęła mówić szybkim i nieco rozpaczliwym tonem głosu:&lt;br /&gt;-To może za wspomnienia o naszym pierwszym spotkaniu?&lt;br /&gt;-O. Wspaniały pomysł. - delikatnie chwyciła głowę szatynki, odciągając ją tym samym od oparcia siedzenia, miejsca przed nimi. Wzniosła lekko otwartą puszkę i powiedziała - Za dwie dziewczyny w tym samym wieku, które spotkały się w pociągu... - szatynka nieco zarumieniła się, czując dotyk dłoni na swoich włosach i częściowo na karku.&lt;br /&gt;-Naprawdę dziwny zbieg okoliczności. - mruknęła czarnooka. - I właściwie... Jest jeszcze coś, co nas łączy... - po chwili milczenia, dokończyła mowę - ...Ja też mam na imię Nana. - oznajmiła to, patrząc się w oczy towarzyszki, która z kolei patrzała w jej oczy. Stuknęła swoją puszką, w tą, trzymaną przez jasnowłosą...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(1) sumimasen - Przepraszam. (Np. Gdy kogoś nieznajomego zaczepiamy.)&lt;br /&gt;(2) Daijobu desu ka? - Czy wszystko w porządku? &lt;br /&gt;(3) H-Hai, daijobu! Gomen nasai. - T-Tak, w porządku! Przepraszam. (Gomen - kiedy kogoś się przeprasza.)&lt;br /&gt;(4) Moshi, moshi. - coś w stylu naszego "Halo".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7601151863307755653-677957241408314306?l=nana-x-hachi-yuri.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nana-x-hachi-yuri.blogspot.com/feeds/677957241408314306/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nana-x-hachi-yuri.blogspot.com/2010/08/rozdzia-1.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7601151863307755653/posts/default/677957241408314306'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7601151863307755653/posts/default/677957241408314306'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nana-x-hachi-yuri.blogspot.com/2010/08/rozdzia-1.html' title='Rozdział 1'/><author><name>Raven_Uchiha</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05446459197591522178</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_Do6SjbdX36Y/TFheFyXak2I/AAAAAAAAAB4/e5SWC45gL5Q/S220/Raven+Uchiha+(huh).bmp'/></author><thr:total>5</thr:total></entry></feed>
